tak, ale…

Dzisiaj opowiem Państwu o grze w “tak, ale…” czyli grze, która niektórzy pacjenci uprawiają ze swoimi empatycznymi psychoterapeutami.

Teoria psychoanalityczna posłużyła jako inspiracja dla wielu nurtów związanych z oddziaływaniami psychoterapeutycznymi. Niektóre z nich pewnie sprawiają, że Z.Freud przewraca się w grobie, inne natomiast jako narzędzie psychoterapii są bezużyteczne ale umożliwiają wytłumaczenie pewnych złożonych nieświadomych mechanizmów z łopatologiczną łatwością.

Do gabinetu wchodzi mężczyzna lub kobieta. Od samego początku opowiada o swoich problemach, które są obiektywne i “przytłaczające”, obowiązkowo pojawia się również opis dotychczasowych prób poradzenia sobie z daną sytuacją, żeby psychoterapeuta nie miał wątpliwości, że pacjent się starał. No starał się i nie wychodzi.

Psychoterapeuci nie radzą. Bez wywiadu środowiskowego, kontaktu z otoczeniem pacjenta nie mamy zwyczajnie do tego narzędzi, są również inne powody związane z podmiotowością pacjenta i dojrzałością, pisanie o których zostawię sobie na inną okazję. W każdym bądź razie psychoterapeuci nie radzą.

Jeśli psychoterapeuta złamie tą zasadę do zaczynamy zabawę w “tak, ale…”.

Psychoterapeuta przejęty problemami pacjenta angażuje się w wymyślanie kolejnych rozwiązań, niestety wszystkie one zostają odrzuca uznając za nietrafne lub z jakiegoś powodu niemożliwe do realizacji chociaż nie traci nadziei, że psychoterapeuta coś wymyśli. Pojawia się specyficzna wymiana: psychoterapeuta radzi, pacjent się zastanawia ale na koniec mówi “tak, ale”, potem znowu psychoterapeuta radzi itd. Ta gra trwa, krócej lub dłużej ale zawsze się kończy gdy psychoterapeuta daje za wygraną a pacjent traci ostatecznie nadzieję. 

Czemu służy ta gra? Czemu pacjent w nią gra? Zazwyczaj dlatego, bo znajduje usprawiedliwienie dla utrzymywania objawu lub nieprzyjemnej sytuacji. Był u specjalisty, próbował znaleźć rozwiązanie ale mu się nie udało. Może spokojnie powrócić do domu i nie czuć dyskomfortu z powodu porażki, jeśli psychoterapeuta w trakcie jednej wizyty nie pomógł to nic nie pomoże.

Gra w “tak, ale” odbywa się na bazie konfliktu wewnętrznego między świadomą chęcią zmiany a nieświadomym oporem i lękiem przed opuszczeniem własnej strefy komfortu.

A państwo jak często gracie w tą grę ze swoim otoczeniem? Co jest w wasz silniejsze? Wolicie znany ból czy niepewność związaną ze zmianą?