Stosunek pacjenta do objawu – prognostyk leczenia

Czy dostrzegamy wszystkie nasze problemy? Co odróżnia osoby głębiej zaburzone od tych, które można uznać za bliskich względnej normie? Oczywiście stosunek do objawu, a właściwie zdolność do dostrzeżenia, że objaw jest problemem.

Proszę sobie wyobrazić dwóch pacjentów:

Pacjent 1

Wchodząc do gabinetu uważnie rozgląda się po pomieszczeniu. Zajmuje miejsce wpierw wycierając fotel dokładnie chusteczką. Zagadnięty o powód takiego zachowania odpowiada: “No wie Pan?! Przecież ten fotel jest cały ubrudzony. Pan jest fleja, że w ogóle zadaje mi takie pytanie. Porozmawiajmy lepiej o tym, czemu moja żona ciągle mnie atakuje i nie rozumie, że higiena jest dla mnie bardzo ważna.”

Pacjent 2

Wchodząc do gabinetu uważnie rozgląda się po pomieszczeniu. Zajmuje miejsce wpierw wycierając fotel dokładnie chusteczką. Zagadnięty o powód takiego zachowania odpowiada: “To jest chyba jedna z tych rzeczy, które są dla mnie problemem i mnie niepokoją. Nie potrafię się uwolnić od tego rodzaju przesadnej dbałości o czystość. Nie chciałem Pana urazić, chciałbym coś z tym zrobić.”

Pewnie już macie Państwo swoje typy odnośnie tego, który pacjent jest głębiej zaburzony. Ale zanim wydamy pewnego rodzaju roboczą diagnozę zastanówmy się co jest dobrym prognostykiem do terapii. Wymienić przede wszystkim należałoby: zdolność do autorefleksji, wystąpienie objawu niedawno, brak zaburzeń osobowości, ufny stosunek do terapeuty i innych ludzi, zdolność do przeżywania poczucia winy i wstydu.

Pacjent 1 ma widoczny dla osób z zewnątrz objaw. Najprawdopodobniej to on jest powodem jego konfliktów z żoną. Nie zauważa on, że objaw jest problemem, sam nie odczuwa z jego powodu dyskomfortu, zgłasza się do leczenia pod naciskiem otoczenia. Objaw w związku z tym, będzie trudny do wyleczenia bo pacjent odczuwa go jako część swojej (zaburzonej) osobowości. Eliminacja objawu będzie efektem przebudowy osobowości – długotrwałego procesu, którego skuteczność jest zagrożona przez nieufność pacjenta wobec innych ludzi i lokowanie w nich źródła swojego problemu. Ten rodzaj objawu nazywa się czasami egosyntonicznym – zgodnym z obrazem Ja.

Pacjent 2 ma widoczny dla siebie i osób z zewnątrz objaw. Jest zmotywowany do usunięcia objawu, który albo nasilił się albo pojawił się stosunkowo niedawno. Przychodzi z własnej inicjatywy. Ma poczucie winy względem swoich bliskich z powodu objawu i najprawdopodobniej się go wstydzi. Nie traktuje objawu jako czegoś zakorzenionego w swojej osobowości. Lokuje problem w sobie, jest w nim ale jednocześnie ma poczucie, że można i trzeba się go pozbyć. Ten rodzaj objawu nazywa się czasami egodystonicznymi – niezgodnymi z obrazem Ja.

Biorąc pod uwagę wymienione przeze mnie kryteria oczywistym jest, że większe szanse na sukces w leczeniu ma Pacjent 2 z objawami egodystonicznymi. To rozróżnienie jest bardzo ważne również w wypadku oceniania zagrożenia życia pacjenta np. gdy cierpi na anoreksje. Anoreksja, która opiera się o objawy egosyntonicznie to choroba śmiertelna. Rokowania dla tej choroby w wypadku objawów egodystonicznych są o wiele lepsze.

Dostrzeganie problemu, wątpliwości, silny dyskomfort, wstyd i poczucie winy paradoksalnie towarzyszą tym pacjentom, których leczenie może przynieść szybkie i trwałe efekty. Oznacza to również, że osoby, które w swoim życiu nie odczuwają lęku, poczucia winy i wątpliwości wcale nie są najzdrowszymi osobami.

Niedostrzeganie problemu nie jest tożsame z jego brakiem 🙂